poniedziałek, 4 lipca 2016

Podwójna gra

         Jeśli wszyscy są przekonani, że to będzie kolejna ckliwa opowieść o miłości to się mylą, bo taka nie będzie. Będzie to opowieść o dziewczynie.. Moim alter ego, zupełnym przeciwieństwie mnie. I to na razie w zasadzie tyle, resztę dowiecie się później. Na pewno tu nie będzie ani trochę romantyzmu od którego mnie już mdli.
Każdą opowieść powinno się zacząć od miejsca zdarzeń, ale ja tego nie napiszę, ponieważ nie jest ważne miejsce  a istota wszystkich zdarzeń. Mogę powiedzieć tylko tyle, że działo się to w małym miasteczku. Ja nazywam się Anna, rodzice upierają się, że to szlachetne i królewskie imię. Mam 25 lat, nie mam rodzeństwa. Jestem wysoką blondynką o zielonych oczach  i pochodzę z bogatego domu, rodzice zawsze tkwili w błędzie, że wychowali mnie na małego aniołka, nieszkodliwą istotę itd., ale prawda jest zupełnie inna. Co prawda skończyłam liceum, potem dobre studia (medycynę), na które zresztą dostałam się dzięki mojemu tacie, bo z moim rektorem był na „ty” i tak wyszło. Prawda jest taka, że nie jestem nadzwyczaj inteligentną studentką, z dobrego domu tylko kimś kto ma wszystko w zasięgu ręki i ma co chce. Wychowywałam się według idealnych reguł rodziców(a przynajmniej oni tak myśleli). Miałam co chciałam. Wszystko, nawet gwiazdkę z nieba, serio to nie żart. Mama na 15 urodziny wykupiła gwiazdę, która została nazwana moim imieniem i jest w powszechnej księdze spisu całego gwiazdozbioru. Z boku można by pomyśleć „rozpieszczony dzieciak nawet gwiazdkę z nieba sobie zażyczył”, a tymczasem to nie prawda. To był pomysł mojej mamy, która uważała, że taka gwiazdka sprawi, że ludzie będą mnie postrzegać jako księżniczkę a ja nie mam z księżniczką nic wspólnego, chociaż całe życie rodzina mnie na nią kreowała. Wystawne przyjęcia, mnóstwo gości, zabawa itd., może i chodziłam tam, ale w nocy jak nie było rodziców w domu, bo praca albo jakaś impreza to ja chodziłam do klubów, ale nie takich dla bogaczy tylko takich zwykłych, w wieku 14 lat zaczęłam palić papierosy, a w wieku 15 lat sięgnęłam pierwszy raz po piwo, potem wódka i tak na okrągło, nie długo potem  znajomi poczęstowali mnie trawką, jeśli dobrze pamiętam to była to marihuana, kierowca mojego ojca tego samego dnia znalazł mnie w przydrożnym rowie. Dokładnie tak, księżniczka z dobrego domu leżała naćpana w rowie, nieprawdopodobne a jednak. Ojciec po tym incydencie chciał mnie wysłać na odwyk, nie słuchając nawet, że to był pierwszy raz, zresztą oni nigdy mnie nie słuchali. W żadnej kwestii. Medycyna to wymysł babci(od strony taty), która z zawodu jest pediatrą. Ja medycyny nie cierpię i nic mnie nigdy w jej stronę nie ciągnęło. Ja zawsze chciałam być zawodową malarką. Od zawsze kochałam rysować, malować, szkicować. Mam wiele rysunków i nawet chciałam żeby rodzice porozmawiali z kimś profesjonalnym aby je zobaczył, planowałam studiować na Akademii Sztuk Pięknych, ale ojciec twierdził, że ten zawód przyniesie mi jedynie wiele pracy i zero renomy. Jak ja go za to nienawidzę. Całe życie od podstaw mi układał, nie pytając mnie przy tym nigdy o zdanie. Chciałam na urodziny, aby kupił mi rolki a on tymczasem kupił mi kucyka, rozmiecie? Jakiegoś pieprzonego kucyka z różową wstążeczką na grzywie i z tym durnym napisem „wymarzony prezent naszej księżniczki”. Czy ja do cholery noszę koronę?!! Po tym ich „udanym” prezencie uciekłam z domu. Szukali mnie trzy dni(byłam w tym czasie u koleżanki),a kiedy całkiem przypadkowo niedaleko banku ojciec mnie dostrzegł to zaciągnął siłą do swojego czarnego mercedesa i przywiózł do tej cholernej willi, jakiej dorobił się na przekrętach(ale o tym później) i zamknął mnie w piwnicy, ciemnej, bez okien, tylko łóżko, jedzenie i książka „zasady savoure vivre”. Myślałam, że chyba oszaleje ale jakoś to zniosłam. Po tygodniu mnie wypuścili a ja wtedy tylko spytałam „ a dlaczego nie zamknęliście mnie w wieży bez schodów? Wszak jestem księżniczką”. Po tych słowach nie powiedzieli mi nic tylko wręczyli list. Poszłam do pokoju, usiadłam na łóżku, otworzyłam i zaczęłam czytać: „W związku z postępowaniem rekrutacyjnym dotyczącym przyjęcia na studia wyższe w kierunku medycyna – pediatria, została pani przyjęta[…]” i w tej chwili cały mój świat legł w gruzach. Idę na studia na które nie miałam pojęcia, że idę. Ja urodzona artystka ma się przez resztę życia użerać z dziećmi?! Nie wiedziałam Co mam zrobić, po prostu kompletna pustka, to był dla mnie koniec świata. Dłuższy czas się z tym zmagałam, prosiłam, błagałam rodziców żeby mnie wypisali, dzwoniłam na uczelnie, ale się okazało, że opłata została już wniesiona a umowa podpisana. Czułam się jak w więzieniu. Wiedziałam, że nie znajdę już od tego drogi ucieczki i potem już co noc wymykałam się z domu na całonocne, nakrapiane imprezy. Alkohol, muzyka i taniec pomagały mi się oderwać od wszystkiego, kochałam to „drugie życie”. Może dlatego, że było przeciwieństwem pierwszego…
i tak było przez całe studia do niedawna. Rok temu wszystko się zmieniło, sytuacja całkiem się odwróciła. Popadłam w nałóg. Jestem ćpunką i nałogową alkoholiczką. To wszystko ujawniło się na tej ostatniej, pamiętnej imprezie. To był nocny klub. Było dużo moich znajomych, myślałam, że przyjaciół, ale to było jedynie złudzenie(to były hieny żerujące na moim hajsie i marzący o majątku moich starych). Poszłam tam z siódemką znajomych. Trzy dziewczyny, czterech chłopaków, ja byłam ósma. Kupiliśmy sobie parę drinków, trzy albo cztery, chwile potańczyliśmy, a tak naprawdę czekaliśmy na znajomego dilera jako jego stali klienci. Po paru godzinach przyjechał. Poszliśmy z resztą paczki na zaplecze, on wyjął towar. Zapłaciłam ja, rzecz jasna forsą rodziców( co moim znajomym strasznie się podobało i jedyne czym im imponowałam to forsa). Wciągnęliśmy noskami jakieś trzy miarki na raz. Odlot natychmiastowy i całkowity, potem poszliśmy na fajeczka i małego drinka i ten drink przesądził całą sprawę. Zwłaszcza, że tylko ja go wypiłam za namową znajomych a sami go nie tknęli. Amfetamina w połączeniu wraz z alkoholem stworzyła związek wybuchowy, czyli zemdlałam. Jakaś dziewczyna z klubu to opowiadała, że podobno moi znajomi najpierw okradli mnie ze wszystkich pieniędzy a potem uciekli i mnie nieprzytomną, naćpaną i spitą zostawili na parkiecie, jakiś obcy chłopak próbował mnie cucić ale na darmo, więc zadzwonili po karetkę, a skoro ratownicy zobaczyli mój stan to i po policję. Przewieziono mnie do szpitala na Oddział Intensywnej Opieki Medycznej, a tam wykryto zaburzenia mózgowe, które spowodowała ta mieszanka z prochów i wódki. Lekarze przepowiadali najczarniejsze scenariusze, np. że umrę we śnie, że będę nawet kilka lat w śpiączce, że będę żywym warzywem przy którym trzeba będzie chodzić i zajmować się. Mój scenariusz  był zupełnie inny. Obudziłam się po pięciu miesiącach. Ujrzałam pustą salę, nikogo, tak jak przez całe życie. Nigdy nie było rodziców wtedy kiedy ich naprawdę potrzebowałam. Po chwili przyszła pielęgniarka, popatrzyła na mnie i strasznie zdziwiona pobiegła po lekarza. Lekarz przyszedł, zbadał mnie, stwierdził, że nie mam żadnego uszczerbku na zdrowiu i zadzwonił po rodziców. Po 15 minutach zjawili się. On: wysoki brunet o zielonych oczach lekkim zarostem w granatowym garniaku, a ona: stosunkowo niska, szczupła delikatna blond piękność o niebieskich oczach z długimi włosami, ubrana w granatową mini sukienkę z ogromnym dekoltem oraz wielkimi cyckami i ku mojemu zdziwieniu w początkowej ciąży, jakiś czwarty miesiąc. Stali i tak patrzyli na mnie dłuższy czas aż wreszcie wyprosili personel medyczny z Sali, zamknęli drzwi, usiedli na łóżku i zaczęli mówić. Po ich wypowiedzi zamurowało mnie, bo to co mi przekazali było nie do przyjęcia. Powiedzieli mi, że spodziewają się syna. To nie było wielkim szokiem, ale jak powiedzieli, że zostałam wydziedziczona i prawnie nic mi się nie należy to myślałam że za chwilę wybuchnę. Potem było coraz gorzej. Powiedzieli, że nie jestem ich córką, bo nie taką mnie wychowali. Wyrzekli się mnie, rozumiecie? Jedynej córki się wyrzekli, to był cios w samo serce. Do tego wszystkiego dodali, że nie chcą mnie zostawić tak całkowicie samą na pastwę losu, więc kupili mi maleńki domek na wsi, czynsz z góry zapłacony na rok, ale pracy i wszystko inne mam sobie sama radzić. Nazwali  mnie naiwną narkomanką, życzyli mi powodzenia i wyszli…
Tak po prostu wyszli, całe życie mi ze szczegółami  ułożyli, traktowali jak jakąś pieprzoną lalkę a teraz mają mnie w dupie. Zaczęłam płakać, płakałam bardzo długo, dwa dni a potem wyszłam ze szpitala. Nie wiedziałam w którą stronę mam iść, czułam się jak społeczny wyrzutek, jak śmieć, bo tak mnie właśnie rodzice potraktowali. Szłam przed siebie, aż wpadłam na moją ciocię, opowiedziałam jej całą historię a ona zaproponowała mi dach nad głową i pomoc w znalezieniu pracy, długo mnie pocieszała. Dała mi więcej serca jednego dnia niż rodzice przez całe życie.
Wiem, że oni jeszcze do mnie wrócą, ojciec całe życie robi przekręty z mafią a to go kiedyś wyprowadzi w pole, mafia jest nieobliczalna a on się jeszcze doigra, a mama.. no cóż mama jest podporządkowana ojcu. Gdyby nie on  to byłaby całkiem ciepła, kochana i miła osoba a on zmienił ją w Barbie. Włosy przedłużane, tyłek i cycki silikonowe, manicure, pedicure, tona makijażu, farbowane  włosy, bo jej naturalne to jasnobrązowe a nie blond. Charakter też jej zmienił, razem ze zmianą wyglądu stała się jego marionetką spełniającą każde głupie polecenie. Jednak ci ludzie to przeszłość. Znalazłam pracę w szpitalu, wynajęłam mieszkanie i mam małego psa a o założeniu rodziny na razie nie ma mowy. Nie chcę tak skończyć jak oni, podobno mój  nienarodzony brat zmarł  bo mama spadła  w ósmym miesiącu ze schodów, podczas przepychanki mojego ojca z jakimś mafiosą. Doigrali się, chociaż do dziecka nic nie miałam, niewinne stworzenie zapłaciło za błędy rodziców.
      Życie to jedna, wielka gra. Z jednej strony aniołek rodziców a z drugiej zaćpana imprezowiczka. Tak jakby alter ego, które „namawia mnie dziś do złego” .
Choćby nie wiem jakie Twoje życie było, to nigdy nie pozwól nim manipulować, zawsze decyduj o swoim losie, nie oglądaj się za siebie, spełniaj marzenia. Po prostu żyj!


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz